Home Kategorie Hannibal Lecter z Polski. Zatłukł kolegę i zjadł jego mózg.

Hannibal Lecter z Polski. Zatłukł kolegę i zjadł jego mózg.

Wszystko zaczęło się od zwykłej popijawy. Nikt nie podejrzewał, że skończy się brutalnym morderstwem i aktem kanibalizmu. To co się wydarzyło budzi obrzydzenie.

32-letni wówczas Maciej M., przykładny mąż i ojciec, chwycił za młotek i zatłukł kolegę tak, że nie dało się go rozpoznać. Potem wyjął z kieszeni foliowy woreczek, zapakował do niego kawałek mózgu ofiary, a po przyjściu do domu zjadł go na surowo. Do wszystkiego się przyznał, a potem wyznał coś jeszcze. Coś co mrozi krew w żyłach.

24 marca 2014 r. Maciej M., Jan K. i Ireneusz K. spotkali się w mieszkaniu tego ostatniego przy ul. Zaułek Fabryczny w Chocianowie (woj. dolnośląskie), by pić alkohol. W pewnym momencie między Ireneuszem i Janem doszło do sprzeczki. Gospodarz miał „czepiać się o różne rzeczy”. Dlatego też goście postanowili zmienić lokal. Poszli do mieszkania Jana, który mieszkał na tej samej ulicy.

Gdy w pewnym momencie Jan rozlał na podłogę niewielką ilość alkoholu, Maciej wpadł w szał! Wstał i kopnął 57-latka w okolice mostka, aż ten przewrócił się na plecy. Gdy zaczął się podnosić, oprawca chwycił leżący na meblach młotek i zaczął bez opamiętania tłuc nim w głowę kolegi.

– “Nie zdążył krzyknąć ani razu” – wspominał potem zabójca. Prawie całkiem zmiażdżył mu twarz. Biegli nie byli pewni ile ciosów zadał, ale orzekli, że z pewnością było ich więcej niż 20.

Po wszystkim wytarł młotek w szmatę, wrzucił go do zlewu, założył kurtkę i poszedł do domu, gdzie zakrwawione ciuchy wepchnął do pieca i spalił.

– “Umyłem ręce i chyba twarz. Ja zabrałem z domu K., jak stamtąd wychodziłem, trochę mózgu do woreczka. Ten mózg leżał na ziemi obok głowy K. Woreczek miałem ze sobą w kurtce. Tego mózgu wziąłem troszeczkę, kawałek wielkości gdzieś połowy palca. Ja ten mózg zabrałem ze sobą do domu i tam go zjadłem na surowo” – wyznał w czasie składania wyjaśnień. Jakby tego było mało, to nie była jego jedyna zbrodnia.

Niedługo przed tym, jak wziął ślub i założył rodzinę. W lipcu 2012 r. pojechał „na stopa” do miejscowości Trzebnice, po drodze kupując pół litra wódki. Chciał odwiedzić kolegę, 63-letniego Józefa W., ale nie zastał go w domu. Zamiast zaczekać wybił szybę i sam wszedł do środka, gdzie raczył się przyniesionym alkoholem.

Gospodarz wrócił po ok. godzinie. Jak nietrudno się domyślić, miał do gościa uzasadnione pretensje. Szczególnie, że ten zdążył mu jeszcze ukraść telefon. Nie spodziewał się jednak ataku. Napastnik uderzył go w mostek, a gdy Józef przewrócił się na łóżko, zaczął okładać go pięściami tak mocno, że połamał mu żebra. Na koniec ścisnął go ręką za gardło, łamiąc chrząstkę tarczowatą w krtani. Józef udusił się.

Jakby tego było mało, wziął rower zamordowanego, pojechał do sklepu po czteropak piwa i jakby nigdy nic wypił wszystko w towarzystwie zwłok. Na koniec zamknął drzwi, wyszedł przez rozbite okno i autostopem wrócił do domu. Zabrał ze sobą telefon ofiary, który sprzedał potem za 10 zł. Tyle było dla niego warte życie człowieka.

Choć momentu popełniania zbrodni nikt osobiście nie widział, zeznania świadków również były bardzo obciążające. Rodzina i znajomi wspominali, że po alkoholu potrafił być agresywny, również fizycznie. A pił regularnie od 18-19 roku życia. W zeznaniach matki Macieja M. pojawiło się coś jeszcze bardziej niepokojącego. Ten człowiek to potwór w ludzkiej skórze.

Z wydanej opinii sądowo-psychiatrycznej wynika, że Maciej M. nie jest chory psychicznie, a w czasie popełniania morderstw był poczytalny (zdaniem biegłych stan upojenia alkoholowego nie miał na to żadnego wpływu). Rozpoznano u niego osobowość antyspołeczną, niedojrzałą, z rysem narcystycznym oraz zespół uzależnienia. To jednak nie miało wpływ na jego poczytalność. Podobnie również, jak wcześniejsze leczenie psychiatryczne.

5 maja 2016 r. Sąd Okręgowy w Legnicy uznał Macieja M. za winnego obu zbrodni i wymierzył mu karę łączną dożywotniego więzienia z możliwością skorzystania z warunkowego zwolnienia po odbyciu 35 lat kary. 28 września tego samego roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał w pełni zaskarżony wyrok. Bezowocny okazał się też wniosek o kasację. Maciej M. na wolność może więc wyjść najwcześniej w 2049 r.

Źródło: Fakt

Skandal w kościele. Ksiądz dostał 20 minut na spakowanie swoich rzeczy.

 

Wieloetapowe zabiegi na twarz
Wieloetapowe zabiegi na twarz
109,99 zł
63 dni
do końca oferty!
Bar tlenowy, oczyszczanie twarzy oraz mikrodermabrazja za 109,99 zł i więcej w gabinecie Perła Młodości w Bielsku-Białej

Twoja reakcja?

Super
Super
0
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
1
Smutny
Smutny
0
Zły
Zły
1

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz