Home Kategorie Życie Czy czeka nas wojna? Gen Różański: Nie poradzimy sobie sami.
13.77K

Czy czeka nas wojna? Gen Różański: Nie poradzimy sobie sami.

Czy czeka nas wojna? Gen Różański: Nie poradzimy sobie sami.

Wojna nigdy się nie zmienia i zawsze niesie za sobą ból, cierpienie i ofiary. Obecna sytuacja panująca na granicy pozwala nam na wysunięcie wniosku, że jesteśmy o krok od konfliktu zbrojnego.

Przyczyna kryzysu na granicy, są sfałszowane wybory, które odbyły się na Białorusi. Polska nie tylko nie uznała wygranej Alaksandra Łukaszenki, ale udzieliła i nadal pomaga białoruskim opozycjonistom, którzy musieli uciekać z kraju.

Swoje plany Łukaszenka w bardzo jasny sposób ujawnił po przechwyceniu samolotu linii Ryanair w Mińsku z działaczem opozycyjnym na pokładzie. Doprowadziło to do licznych sankcji przeciwko Białorusi.

Od tego czasu na granicy Polski i Białorusi oraz Białorusi i Litwy, koczują tysiące migrantów, którzy uciekają ze swojej ojczyzny.

Aby nie dopuścić do sforsowania granicy, Ministerstwo Obrony Narodowej wysłało na miejsce aż 12 tysięcy żołnierzy. W drodze są kolejne służby takie jak policja i straż graniczna. Sytuacja na granicy jest bardzo zła. Ludzie coraz mocniej myślą o tym czy dojdzie do wojny. Jarosław Kaczyński jasno stwierdził „Trwa wojna hybrydowa”.

– „Sprawa jest bez wątpienia trudna i to idzie w kierunku bardzo poważnym. Dla mnie to oczywiste, że mamy do czynienia z wojną hybrydową. Musimy zrobić wszystko, aby Łukaszenka i Putin wiedzieli, że Polska się nie ugnie” – wspomniał z kolei szef Komisji Obrony Narodowej, Michał Jach.

– „Czym może być konflikt hybrydowy, mogliśmy się przekonać, obserwując aneksję Krymu – dezinformacja, propaganda, działania w domenie informacyjnej takiej jak media społecznościowe. Międzynarodowa społeczność nieprędko mogła się zorientować, co tak naprawdę tam się dzieje. Działania hybrydowe mają to do siebie, że mogą służyć zastraszaniu, wywoływaniu podziałów i utrudnianiu przeciwnikowi podejmowania skutecznych działań w samoobronie” – wyjaśnia Wojciech Lorenz analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Dodał też, że te zdarzenia mogą też stanowić przygotowanie do konfliktu zbrojnego. Chociaż na ten moment nie wiadomo czy Rosji nie zależy tylko i wyłącznie na zastraszeniu Polski i Litwy.

– „To najbardziej prawdopodobne, ale nie można wykluczyć też czarnego scenariusza, że Rosji chodzi o sprowokowanie konfliktu z państwem członkowskim NATO. Putin od dawna chce wymusić podjęcie przez Zachód negocjacji na temat nowego układu bezpieczeństwa. To pewnego rodzaju nowa Jałta” – stwierdził ekspert.

– „O formalnym stanie wojny moglibyśmy mówić, gdyby sytuacja taka została uznana przez krajowy parlament. Obecnie mamy do czynienia z wojną podprogową. Ona trwa już od dłuższego czasu. Ma wymiar informacyjny. Sytuacja na granicy nie jest normalna, eskaluje w wymiarze geometrycznym. Zaczęło się od grupy migrantów liczącej kilkanaście do kilkudziesięciu osób” – twierdzi z kolei generał Różański.

niepokoją także przynajmniej według Różanskiego,  niejednoznaczne zasady wprowadzenia stanu wyjątkowego, które wykluczają obecność mediów i gmatwają dodatkowo sytuację. To budzi niepokój.

– „Najważniejsze są teraz dwie kwestie: obrona granicy i udzielenie realnej pomocy ludziom, którzy stali się ofiarami tej gry. Trzeba im pomóc, rozpatrywać ich sprawy i przeprowadzać ekstradycję tam, gdzie nie ma podstaw do udzielenia azylu. To niedopuszczalne, że rząd nie chce skorzystać z pomocy organizacji humanitarnych i Kościoła” – twierdzi generał.

Czy zatem powinniśmy czuć się zagrożeni? Generał twierdzi, że nie do końca:

– „Moskwa testuje Unię Europejską i NATO. Sprawdza, jak daleko się może posunąć. Tu łatwo o błąd – wśród ludzi wysłanych na granicę są osoby o różnych temperamentach. Może dojść do wymiany strzałów. Wtedy będą podstawy do poważniejszych oskarżeń ze strony Moskwy i Mińska. Tymczasem i tak przegrywamy wojnę informacyjną. To my wysłaliśmy armię wyposażoną w czołgi, transportery opancerzone i artylerię nad granicę. Często przebija brak profesjonalizmu ze strony rządzących” – tłumaczy.

– „Przewiduję dwa warianty zdarzeń na najbliższy czas. Powinniśmy oczekiwać presji środowisk międzynarodowych na Moskwę i Mińsk, by wstrzymany został proceder wysyłania na granicę migrantów. Jednocześnie musimy pomóc tym, którym możemy, i odesłać z powrotem tych, których powinniśmy odesłać. To powinno ustabilizować sytuację na granicy – tego życzę Polsce i rządzącym. Jeśli nie będzie nacisków na stronę rosyjską, za rozwój konfliktu będziemy odpowiedzialni my. Nie przypuszczam, że nastąpi jakaś zbrojna konfrontacja. Rosja na tym etapie nie wejdzie w konflikt zbrojny z NATO” – mówi.

Twierdzi on, że obecne zdarzenia trzeba analizować w szerszym kontekście, głównie jeżeli chodzi o potencjalne plany Rosji.

– „Rosja ma nie tylko obowiązek bronić Białorusi, ale w sytuacji zagrożenia dla swojego sojusznika może nawet kontratakować, czyli atakować terytorium przeciwnika, za jakiego uznaje NATO. Scenariusze rosyjsko-białoruskich ćwiczeń Zapad wskazują, że konflikt między Rosją a NATO zaczyna się od kryzysu związanego z zagrożeniem bezpieczeństwa dla Białorusi, np. ze strony Polski, a potem całego Sojuszu” – stwierdził ekspert.

Według niego Rosji chodzi o odzyskanie wpływów w krajach byłego bloku wschodniego:

– „Rosja podważa w tym celu integralność terytorialną Gruzji i Ukrainy, grozi użyciem siły swoim sąsiadom i eskalacją konfliktu, aby zastraszyć NATO i UE i wymusić uznanie nowej strefy wpływów. Na te cele Rosji nałożył się kryzys związany ze sfałszowanymi wyborami na Białorusi i represjami wobec białoruskiej opozycji. Ponieważ Polska i Litwa kwestionowały wynik wyborów, występowały w obronie opozycji i skutecznie mobilizowały UE do nałożenia sankcji na Białoruś, reżim postanowił wywołać kryzys, który zmusi jego przeciwników do zmiany polityki” – mówi Wojciech Lorenz.

– „Pewne jest, że migranci nie zostali sprowadzeni bez zgody i udziału Rosji. Kryzys ten jest Rosji na rękę, bo może go wykorzystać do dalszego zastraszania NATO i UE” – mówi ekspert.

– „Rosja wysyła bombowce nad terytorium Białorusi, wojska obu państw zaczęły ćwiczenia na białoruskich poligonach. Tym wszystkim działaniom towarzyszą nasilona propaganda i dezinformacja, których celem jest zepchnięcie odpowiedzialności za kryzys na Polskę i oskarżanie Polski o agresywne intencje, włącznie z próbą ataku na Białoruś. W ten sposób Rosja i Białoruś mogą przedstawić swoje agresywne działania jako działania w samoobronie” – tłumaczy analityk.

– „Jeżeli ocena wojskowa będzie taka, że działania militarne Rosji stanowią dla nas zagrożenie, to możemy wykorzystać art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. Można zwołać konsultacje i sojusznicy powinni udzielić nam wtedy jakiegoś rodzaju wsparcia, gdyby Rosja chciała wykorzystać kryzys jako pretekst do agresji. Ponieważ jednak wiemy, że Rosja i Białoruś chcą nas sprowokować, trzeba wytrzymać tę wojnę nerwów. Mamy NATO za plecami, nie musimy podejmować nerwowych działań” – twierdzi Lorenz.

– „Kraj członkowski NATO może poprosić państwa sojusznicze o konsultacje. A my powinniśmy wystąpić o to już kilka tygodni temu. To nie jest jeszcze prośba o pomoc, którą przewiduje artykuł 5, ale wspólne przeanalizowanie sytuacji. Z tym kryzysem nie poradzimy sobie sami” – twierdzi generał wierząc w pakt NATO.

Masowa ewakuacja obywateli! Wiemy co się stało.

Źródło: polsatnews.pl

 

 

 

Kurs online: Pracownik działu kadr i płac z MEN
Kurs online: Pracownik działu kadr i płac z MEN
89,00 zł
399,00 zł
60 dni
do końca oferty!
Kurs online Pracownik działu kadr i płac z zaświadczeniem MEN za 89 zł z P&M Management Group

Twoja reakcja?

Super
Super
0
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
0
Smutny
Smutny
0
Zły
Zły
0

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz