Home Kategorie Poruszające Szpital wypisał chorą na COVID pacjentkę do domu. Zmarła kilka godzin później.

Szpital wypisał chorą na COVID pacjentkę do domu. Zmarła kilka godzin później.

Szpital wypisał chorą na COVID pacjentkę do domu. Zmarła kilka godzin później.

Kiedy karetka zabierała panią Annę Kałużniak-Hauser do szpitala, jej bliscy byli gotowi na wszystko. Jednak to co się wydarzyło. Cóż, na to nikt nie mógł się przygotować.

– „Przywieźli nam mamę konającą, z infekcją płuc i covidem. Pozbyli się pacjenta, żeby im nie zszedł w szpitalu” – mówi jej córka, zrozpaczona śmiercią swojej ukochanej mamy.

Pani Anna Kałużniak-Hauser od lat chorowała na POChP. Każda infekcja była więc dla kobiety swoistą walką o oddech i była szalenie niebezpieczna. Zwłaszcza choroba pokroju COVID-19.

16 listopada czuła się ona coraz gorzej, zadzwoniono więc po pogotowie.

– „Zrobili mamie test, wynik wyszedł niejednoznaczny, ale załoga karetki od razu powiedziała, że to z pewnością COVID-19 i że zabierają mamę do szpitala przy Rakowskiej” – tłumaczy jej córka.

Dzwoniłam do pielęgniarki z pytaniem co z mamą, ta otworzyła drzwi do izolatki, w której mama czekała na wynik testu i powiedziała: „Dzwoni córka, chce jej pani coś powiedzieć?” Mama odpowiedziała: „Nie jest źle, jest ok”. I to były jej ostatnie słowa, które słyszałam” – opowiada zrozpaczona  Joanna Hauser-Mirowska.

– „Ciągle dzwoniłam do lekarza prowadzącego. Dla nich stan mamy był zawsze taki sam. Ani lepiej, ani gorzej. Ani razu od środy nie było z ich strony mowy, że mama jest nieprzytomna, że nie ma z nią kontaktu. Tylko: „bez zmian„” – dodaje jej córka.

22 listopada nastąpił przełom.

– „W pierwszej chwili nogi się pode mną ugięły, bo spodziewałam się najgorszego. Ale lekarz prowadzący zaczyna mi tłumaczyć, że dziś mamę wypisują. My się tak ucieszyliśmy, bo jeśli wypisują to znaczy, że jest lepiej, że się mamie poprawiło. Ugotowałam jeszcze dla niej rosół, żeby się po szpitalu wzmocniła” – opowiada pani Joanna.

– „Nikt nam nie powiedział, że jest tak źle. Jedyne o czym wspomniał doktor to, że mama jest „otępiała”. Pomyślałam sobie, że może jest słaba, zmęczona tym całym pobytem, albo może nie chce z nimi rozmawiać, dlatego milczy. Jeszcze do niego powiedziałam, że może „strzeliła” przysłowiowego focha. Ale jak oni mi ją przywieźli i zobaczyłam, jak to faktycznie wygląda, to już wiedziałam, że to nie był foch” – mówi Joanna Hauser-Mirowska.

– „Była bez żadnego kontaktu. Nie mówiła, błądziła gdzieś wzrokiem, nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Ona umierała. Przywieźli nam ją konającą. Położyli na łóżku i zostawili. Jak ja jej próbowałam dać jeść czy pić, małą łyżeczką wlewałam jej wodę do jednego kącika ust, a drugim wylatywało. Mówię: „Mamo, ale połykaj”. Ona już nie miała odruchu połykania” – opowiada pani Joanna.

– „Mama ze swoim POChP w najlepszych dniach miała saturację maksymalnie 90 proc. To wygląda, jakby lekarz pacjentki na oczy nie widział, albo wpisał wyniki badań innego pacjenta. Jak patrzymy na kartę informacyjną, to jawi się obraz całkiem wydolnej oddechowo kobiety, nie ma tam słowa o tym, że mama jest stanie ciężkim. A w tym samym czasie leżała bez kontaktu na łóżku, a my nie wiedzieliśmy, jak jej pomóc. Baliśmy się, że ona cierpi i się męczy. Nie mogliśmy jej podać żadnych leków, bo te zapisane przez lekarza w wypisie były w formie… tabletek, a mama nawet wody przełknąć nie mogła” – dodaje Joanna Hauser-Mirowska.

Jej mama zmarła o 22:00 w dniu wypisu. Rodzina ma olbrzymi żal do lekarzy i szpitala, że tak potraktowali chorą kobietę.

 

Policjanci przyszli sprawdzić, czy mężczyzna odbywa kwarantannę. To, co zobaczyli było szokujące.

Źródło: wydarzenia.interia.pl

Wyszczuplanie lipolaserem
Wyszczuplanie lipolaserem
59,99 zł
120,00 zł
90 dni
do końca oferty!
Zabiegi lipolaserem od 59,99 zł w Gabinecie Kosmetycznym Karoliny Woźniak-Kłomskiej w Bydgoszczy (do -50%)

Twoja reakcja?

Super
Super
0
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
0
Smutny
Smutny
0
Zły
Zły
3

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz