Home Kategorie Zdrowie Tak zabija koronawirus. Lekarz opowiada, co „wysiada” w organizmie.

Tak zabija koronawirus. Lekarz opowiada, co „wysiada” w organizmie.

Tak zabija koronawirus. Lekarz opowiada, co „wysiada” w organizmie.

Przy ciężkim przebiegu zakażenia koronawirusem są tacy chorzy, których się reanimuje oraz tacy, których nie. To zależy od stanu klinicznego i rokowania.

Portal Medonet przeprowadził wywiad z lekarzem Bartoszem Fiałkiem. Ekspert opowiedział o tym, jak wygląda śmierć wywołana przez COVID-19. Przyczyną zakażonej osoby może być niewydolność oddechowa, która najczęściej występuje z powodu zapalenia płuc.

– „Istotną przyczyną zgonu w przebiegu choroby jest niewydolność oddechowa, do której dochodzi najczęściej z powodu zapalenia płuc. Wirus wnika do komórek pacjenta i zaczyna się w nich bardzo intensywnie namnażać. Ten etap przebiega zwykle bardzo gwałtownie, szczególnie u osób bez odporności poszczepiennej, tudzież poinfekcyjnej. Dochodzi do uszkodzenia komórek płuc, które przestają spełniać swoją rolę – nie prowadzą wymiany gazowej.

Mogą towarzyszyć temu duszność, wysoka gorączka, suchy kaszel. To jest główna przyczyna i mechanizm umierania w przebiegu COVID-19. Jednak zdarza się, że wtórnie dochodzi także do wystąpienia incydentów zakrzepowo-zatorowych” – mówi Fiałek w wywiadzie.

Dalej lekarz opowiada o tym, co dzieje się z takim pacjentem.

– „Jeżeli mówimy o zatorowości płucnej, to zależy. Mamy bowiem do czynienia z zatorowością niskiego, pośredniego i wysokiego ryzyka. W pierwszych dwóch przypadkach pacjenci są z reguły przytomni. Jednak zmagają się z dusznością, przyspieszoną akcją serca. U niektórych występują krwioplucie czy niecharakterystyczne bóle w klatce piersiowej. Bywa, że niektórzy doznają utraty przytomności.”

Jako konsekwencje zakrzepów i zatorów ekspert wymienia zawał mięśnia sercowego i udar niedokrwienny mózgu. Zaznacza też, że w ciężkich przypadkach może wystąpić zatrzymanie akcji serca, co ostatecznie może doprowadzić do zgonu.

Lekarz został też zapytany o to, jacy pacjenci są podłączani do respiratora. Fiałek wspomina, że wszystko zależy od tego, jak poważna jest niewydolność oddechowa.

– „Stosujemy różne metody tlenoterapii. Możemy podawać tlen przez tzw. wąsy — wtedy przepływy tlenu są mniejsze. Możemy zastosować maskę tlenową, aby zwiększyć przepływy tlenu albo kaniule donosowe — wówczas podawana dawka tlenu jest większa, wysokoprzepływowa. W ekstremalnych przypadkach wdrażamy inwazyjną wentylację mechaniczną. Metoda ta polega na zaintubowaniu pacjenta, czyli wprowadzeniu do jego tchawicy rurki intubacyjnej i podłączeniu go do respiratora. Wszystko po to, aby do płuc wtłaczać powietrze za pomocą maszyny. Wówczas leczymy chorego znanymi i autoryzowanymi metodami.”

Na pytanie o to, jak długo pacjent może być podłączony do respiratora, lekarz odpowiada, że nie ma danych dotyczących długości takiej terapii. Wszystko zależy od organizmu.

– „Albo się wyleczy, stanie się wydolny oddechowo i nie będzie potrzebował inwazyjnej mechanicznej wentylacji, a respirator zostanie odłączony. Albo umrze.”

Dodaje, że długość przebywania pod respiratorem zależy od stanu klinicznego i rokowań pacjenta.

– „Stan kliniczny oceniamy na podstawie badania podmiotowego (wywiadu – u pacjentów przytomnych), badania fizykalnego pacjenta, czyli badania przedmiotowego, oraz badań dodatkowych, jak badania laboratoryjne, czyli szczegółowe wyniki badań: jonogramu, parametry wydolności nerek, wątroby i płuc, stężenie mleczanów czy w końcu parametry swoiste dla danego chorego narządu” – mówi Fiałek.

Ekspert został też zapytany o to, co dzieje się, jeśli lekarze widzą, iż pacjent nie ma szans na przeżycie.

– „W medycynie istnieje tzw. protokół terapii daremnej, uporczywej. Wobec osoby, która nie rokuje, nie stosuje się nadzwyczajnych interwencji: nie pompuje się przez respirator tlenu, nie podaje amin presyjnych, czyli leków stosowanych w celu poprawy i stabilizacji krążenia. Należą do nich adrenalina, noradrenalina, dopamina, dobutamina. W przypadku wystąpienia NZK często odstępuje się również od podejmowania resuscytacji.

Swoją rolę mają tu anestezjolodzy i intensywiści, którzy oceniają rokowania pacjenta. Są tacy chorzy, których się reanimuje i tacy, których się nie reanimuje – to wynika ze stanu klinicznego i rokowania” – mówił.

Dodał jednocześnie, że lekarze nigdy nie pozwolą umrzeć pacjentowi z głodu, bólu czy strachu. Nawet jeśli pacjent nie nadaje się do reanimacji, dostaje odpowiednie preparaty, które chronią przed wystąpieniem takich objawów.

Na koniec wywiadu Fiałek został zapytany o to, czy miał do czynienia z wieloma zgonami chorych na COVID-19.

– „Oczywiście. Na SOR-ze zdarzało się, że podczas wykonywania czynności ratunkowych, pacjenta intubowaliśmy, podłączaliśmy pod respirator. Niektórych nie udało się uratować, czyli uzyskać powrotu spontanicznego krążenia. Umierali. Zaczynało się od duszności, niewydolności oddechowej, następnie dochodziło do zatrzymania akcji serca. Byli resuscytowani, ale bezskutecznie. I choć w SOR-ach nie jest to bardzo częste zjawisko, ponieważ ciężko chorzy są leczeni i umierają głównie w oddziałach, to trafiają się pacjenci w tak zaawansowanym stadium choroby, że umierają również po przywiezieniu do SOR. Choć oczywiście było też wielu takich, u których udało się przywrócić spontaniczną akcję serca i przenieść z SOR-u do oddziału docelowego” – kończy.

Niedzielski o pandemii: Apogeum zakażeń i hospitalizacji czwartej fali mamy za sobą.

Źródło: Medonet

Zdjęcia do dokumentów
Zdjęcia do dokumentów
32,00 zł
45,99 zł
30 dni
do końca oferty!
Zdjęcia do dowodu osobistego, wizy lub pracy dyplomowej za 32 zł w AB Foto – 18 lokalizacji

Twoja reakcja?

Super
Super
0
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
0
Smutny
Smutny
0
Zły
Zły
0

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz