Home Kategorie Poruszające Skandal w szpitalu psychiatrycznym. Pacjenci byli wiązani, bici i poddawani karnym lewatywom.

Skandal w szpitalu psychiatrycznym. Pacjenci byli wiązani, bici i poddawani karnym lewatywom.

Od ujawnienia szokujących praktyk stosowanych w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim minęło już 11 lat. Ofiary do tej pory nie doczekały się sprawiedliwości.

Jedną z ofiar szpitala jest Norbert. Gdy trafił na oddział psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu dla nieletnich, miał zaledwie 16 lat. O skierowanie ubiegali się rodzice zaniepokojeni jego rosnącym pociągiem do alkoholu.

Była akurat zima i panował siarczysty mróz, a Norbertowi coraz częściej zdarzało się upijać w plenerze i zasypiać na śniegu. Rodzice bali się, że pewnego dnia po prostu zamarznie.

Oferta placówki w Stargardzie Gdańskim była dla nich atrakcyjna, bo zapewniała zwyczajny odwyk w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Po jakimś czasie tknęło ich, że jest jednak coś podejrzanego w tym, że mogą widywać syna tylko raz na miesiąc przez 15 minut i to pod czujnym okiem personelu.

Jak z perspektywy czasu wspomina Norbert, chodziło o ukrycie szokujących praktyk, które w szpitalu były na porządku dziennym. Wśród personelu panowała zmowa milczenia i wszystkim pracownikom zależało na tym, by nikt z zewnątrz nie zorientował się, że prawa pacjenta są permanentnie łamane.

To może Cię zainteresować:  Opublikowała zdjęcie swojej twarzy, tuż po pobiciu przez męża. Internauci ją wyśmiali.

– „Kolega z pokoju podczas spaceru po korytarzu machał rękami i zauważyła to ordynator. Związali mu ręce na tydzień, żeby się nauczył chodzić jak człowiek.

Jak ordynator weszła na oddział i któryś z pacjentów nie zdążył otworzyć jej drzwi, to dostawał karę za to, że przed kobietą nie otworzył drzwi. To było przykładowo pięć godzin stania, albo zastrzyki z soli fizjologicznej. Jeżeli zastrzyków otrzymywało się kilkadziesiąt czy kilkaset, to było to bolesne, bo wszystko było opuchnięte, fioletowe, pojawiały się skrzepy. Jak nie było gdzie kłuć na pośladkach, to kłuli pod nogami. Rodzice odwiedzali mnie raz w miesiącu na 15 minut, to był maksymalny czas, kiedy można było się spotkać. Odbywało się to pod nadzorem kamery i personelu.”

Zaniepokojeni rodzice Norberta złożyli do sądu wniosek o zmianę ośrodka. W obawie o to, że syn może być poddawany szykanom, nie ujawnili czego dowiedzieli się o szpitalu w Starogardzie. Sąd uznał wniosek za bezpodstawny i odrzucił go. Tymczasem ordynator i personel oddziału dla nieletnich dopiero się rozkręcali.

Dalsza część artykułu na następnej stronie…

Twoja reakcja?

Super
Super
2
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
26
Smutny
Smutny
67
Zły
Zły
89

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz